wtorek, 12 czerwca 2012

10 ♥


Otworzyłam oczy i przeciągnęłam się w łóżku. Poczułam okropny ból w prawej nodze. Szybko podniosłam się do pozycji siedzącej i zaskoczona dowiedziałam się, że nie leżę w moim pokoju. Ten pokój był pomalowany cały na zielono i srebrno, a nie jak mój na ciepły czerwień. Rozejrzałam się i dostrzegłam, że ze drzwi od łazienki widać światło. OK, przynajmniej wiem, że wnosząc po bałaganie jestem w pokoju jakiegoś Ślizgona i , że wszystko mnie cholernie boli. Spuściłam nogi na ziemię i zobaczyłam, że nie dość, że mam na sobie tylko bieliznę, ale na całym ciele mam fioletowe siniaki. Cóż, żegnajcie spódniczki i witajcie ciemne rajstopy.
- O proszę nasza księżniczka się obudziła – usłyszałam sarkastyczny i za razem znajomy głos
- Co ja tu robię Malfoy? – zapytałam i spojrzałam na chłopaka, który w samych bokserkach i z ręcznikiem, którym wycierał sobie włosy, stał na środku pokoju
- Po tym co widzę, wnoszę, że siedzisz na moim łóżku – powiedział i podszedł do szafki, z której wyciągnął jakąś tubkę
- Ja się na serio pytam – rzekłam patrząc cały czas na chłopaka
- Nie pamiętasz co się wczoraj stało? – zapytał podnoszą wzrok na mnie, kiedy ja kręciłam głową – OMG! Jak możesz tego nie pamiętać?!
- Co uwiodłeś mnie i zgwałciłeś? – zapytałam sarkastycznie – Nawet jeśli tak to wole tego nie pamiętać
- Taa chciałabyś – odpowiedział chłopak i uśmiechnął się złośliwie – Voldek rzucił wczoraj na ciebie Cruciatusa… Trochę długo to trwało i zaklęcie było takie mocne, że straciłaś przytomność i razem z Blaisem wzięliśmy cię do nas, bo do PW Gryfonów raczej byśmy się nie dostali, a że Zabini mieszka z Nottem to ja wziąłem cię do swojego pokoju
- Acha coś tam pamiętam – powiedziałam – Co robisz? – spytałam chłopaka, który szedł w moją stronę z wyżej wspomnianą tubką
- Snape, kazał mi żebym ci tym nogę wysmarował – powiedział i odkręcił nakrętkę
- To daj sama to zrobię – powiedziałam i spojrzałam na niego
- Nie wiesz jak. Dawaj tą nogę – odpowiedział, a ja położyłam moją kończynę na jego kolanie
Maść była przyjemnie chłodna, a to, że chłopak delikatnie dotykał mojej skóry było bardzo przyjemne.
- Dobra a teraz spać – powiedział Malfoy zakręcając maść
- Dobrze mamusiu – odpowiedziałam żartobliwie i położyłam się na prawy bok – Dobranoc
- Zamknij się West – usłyszałam głos chłopaka za swoich pleców
Gdy już byłam na granicy snu i jawy poczułam jak chłopak mnie obejmuje w pasie i przysuwa mnie ostrożnie do siebie.
***
                Jak zawsze musiałam iść sama na śniadanie, bo wiecie jak jest Ślizgon nie może się zadawać z Gryfonką. Na dodatek musiałam złożyć spodnie, bo zaczął padać śnieg! Brrr nie lubię śniegu jest zimny i mokry. Lecz sama myśl, że mogę natrzeć nim Zabiniego poprawia mi humor. Weszłam do WS i od razu buchnęło na mnie zapach różnych potraw przyrządzonych przez skrzaty. Usiadłam koło Harry’ego i wzięłam sobie tosta. Gdy go już skonsumowałam nadleciała sowia poczta. Harry zapłacił sówce galeona i otworzył gazetę na stronie głównej. Spojrzałam mu przez ramię i nie mogłam uwierzyć co tam zobaczyłam.
KOLEJNA NAPAŚĆ ŚMIERCIOŻERCÓW
            Wczoraj w małej wiosce Hogsmeade doszło do kolejnego ataku śmierciożerców na dwóch czarodziejów. „ Widziałem jak Augustus Rookwood rzuca niewybaczalne zaklęcie w stronę  dwojga ludzi” mówi czarodziej Harold Filigan. Tymi dwiema osobami okazali się Scarlet i James West pracownicy Ministerstwa Magii…
Co to nie możliwe!!! Powoli robi mi się słabo… Czytałam dalej
            Westowie mieli dwójkę dzieci. Jade West aktualnie przebywa w Hogwarcie, a po Tylerze Wescie nie widać ani śladu. Jesteśmy pewni, że Jade i Tyler dadzą sobie radę ze śmiercią rodziców…
Oddychałam histerycznie szybko i powoli nie mogłam złapać oddechu. Jak oni mogli to zrobić?! Harry poklepał mnie lekko po ramieniu, a ja spojrzałam na niego i powoli wstałam z ławki i wyszłam z nim z WS. Gdy wyszliśmy na błonia szkolne chłopak mnie mocno przytulił, a ja rozpłakałam się w jego ramionach. Nie wiem co teraz zrobię! Rodzice nie żyją, po bracie ani śladu, mnie wczoraj torturował Voldemort…
- Przykro mi Jade – usłyszałam głos Harry’ego, który delikatnie głaskał moje włosy – Wszystko będzie dobrze, pomogę ci…
- Nie dasz rady – powiedziałam wyrywając się z jego objęć i stając do niego tyłem – Nic już nie będzie dobrze… - rzekłam ociekając łzy
- Ale przecież masz nas… Na nas możesz zawsze liczyć – powiedział chłopak lekko dotykając mojej ręki
- Wiem Harry – odpowiedziałam stając do niego przodem – Mogę ci coś powiedzieć?
- Jasne, mi możesz wszystko powiedzieć ja tego na pewno nie rozpowiem – odpowiedział chwytając mnie za ramiona
- W to nie wątpię – powiedziałam – Bardziej boję się o to, że się ode mnie odwrócisz – chłopak chciał coś powiedzieć, ale szybko kontynuowałam – Mam nadzieję, że po tym co ci powiem uwierzysz mi, że jestem po twojej stronie, a nie po ich…
- Co jest Jade? – zapytał przestraszony chłopak
Westchnęłam i podwinęłam rękaw odsłaniając już lekko blaknący Mroczny Znak. Gdy dostrzegłam w oczach Harry’ego przerażenia szybko zsunęłam rękaw i obróciłam się od niego zasłaniając dłońmi twarz.
- Jade, ja… - usłyszałam głos bruneta – Ja naprawdę ci wierzą – podszedł do mnie i ściągnął mi dłonie z twarzy ocierając łzy – To jest ten znak na próbę tak? – pokiwałam głową – I przez to, że jesteś teraz Gryfonką twoi rodzice nie żyją?
- Ja nie miałam wyboru Harry! – krzyknęłam zhisteryzowana – Oni tak po prostu weszli do mojego domu i machnęli różdżkami ! Ja nic nie mogłam na to poradzić!
- Wiem Jade – powiedział spokojnie chłopak przytulając mnie – Ja naprawdę ci wierzą i obiecuję, że nie odwrócę się od ciebie
- Dziękuję Harry – powiedziałam – Jesteś wspaniałym przyjacielem
- Wiem – odpowiedział uśmiechnięty ocierając mi łzy z policzków – Wierzę, że sobie poradzisz Jade
Uśmiechnęłam się lekko i wróciłam z nim do mojego dormitorium.

piątek, 8 czerwca 2012

9 ♥


Od ostatniego incydentu z Beckiem i Cat minęły już dwa tygodnie. Dziś patrzyłam tępo w eliksir w kociołku, który wściekle bulgotał. Skończyłam jako trzecia i czekałam aż Snape podejdzie do mnie i jako, że jestem Gryfonką odejmie mi 10 punktów, a za to, że jestem jego ulubioną chrześniaczką to zwróci mi te 10 punktów i odejmie komuś innemu. Tak jest prawie codziennie… Bycie Gryfonką jest o wiele trudniejsze niż Ślizgonką.
Nagle zadzwonił dzwonek, więc szybko spakowałam książki, żeby zdążyć na obiad, ale moje plany jak zwykle musiał zepsuć mój ukochany wujaszek machając do mnie ręką abym została. Tak więc uczyniłam. Usiadłam na ławce czkając aż wszyscy wyjdą. Ku mojemu zdziwieniu to samo zrobili Zabini i Malfoy. Super…
- Dobra wiecie co dzisiaj jest? – zapytał znudzonym głosem Snape – Tak więc widzę was o północy na błoniach. Dzisiaj patrol ma Gryffindor i Slytherin, więc nie będzie problemu, żebyście się wymknęli…
- A jak ja mam wyjść? – zapytał Zabini opierając się o ławkę
- Daj mi dokończyć Zabini! – krzyknął zdenerwowany profesor – Właśnie chciałem powiedzieć, że będziesz na patrolu zamiast Parkinson
Zobaczyłam jak na twarzy Dracona pojawia się ulga i jak Zabini uśmiecha się złośliwie. Wywróciłam oczami i zeszłam z ławki.
- Mogę już iść? – zapytałam nietoperza i założyłam moją torbę na ramię
- Tak wszyscy wynocha – powiedział „uprzejmie” Snape i odwrócił się do okna
Szybko wyszłam z klasy i podążyłam schodami do WS na końcówkę obiadu.
***
                Za chwilę miałam partol, a po nim trening śmierciożerców. Związałam włosy w długi warkocz i założyłam spodnie od dresu przypominające zwykłe rurki i trampki. Zrobiłam jeszcze tylko czarne kreski na oczach i wyszłam z dormitorium. Dogoniłam Rona na korytarzu i poszliśmy razem pod WS. Tam już czekała McGonagall z Malfoy’em i Zabinim, którzy się z czegoś śmiali i trącali siebie łokciami.
- Dobra Ron pójdziesz z Blaisem na błonia – zarządziła profesorka – A ty Jade pójdziesz z Draconem wieżę zachodnią
Pokiwaliśmy głowami i ruszyliśmy na patrol. Szłam kawałek przed Malfoy’em lecz on mnie szybko dogonił.  
- Myślisz, że oberwie ci się od Czarnego za to, że jesteś Gryfonką? – zapytał złośliwie się uśmiechając
- Nie zastanawiałam się nad tym – odparłam szczerze i schowałam ręce w kieszenie
- Oby nie – usłyszałam głos chłopaka przy swoim uchu – Szkoda takiej ładnej buźki…
- Idź w pyry Malfoy – rzekłam i skręciłam w najbliższy zakręt
                Po patrolu, który był dla mnie straszną męczarnią, gdyż Draco cały czas się do mnie przystawiał, spotkaliśmy się 10 min przed północą na błoniach koło Zakazanego Lasu spod którego zawsze teleportowaliśmy się do siedziby śmierciożerców. Usiadłam na wielkim kamieniu i spojrzałam na zamek. Spostrzegłam, że w żadnym oknie nie świeci już światło. A no tak jest już północ pewnie wszyscy śpią…
- Dobra – nagle przy nas pojawił się Snape z świecącą różdżką w ręce – Chwyćcie się za ręce
Chwyciłam rękę Blaisa i Draco i po chwili poczułam niemiły skurcz w brzuchu co oznaczało teleportacje. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam wielki dom zbudowany z ciemnej cegły. Ruszyłam za Snapem i chłopakami rozglądając się na boki. Profesor zapukał różdżką do drzwi jakimś dziwnym szyfrem i weszliśmy do środka. Szliśmy długim, ciemnym korytarzem oświetlonym tylko jedną pochodnią. Na ścianach wisiały obrazy przodków gospodarza domu patrząc na mnie spod łba i rzucając wściekłe spojrzenia.
Doszliśmy do wielkich wrót, które samy się przed nami otworzyły. Sala do której weszliśmy była ogromna. W wielkim kole stali wszyscy śmierciożercy z kapturami na głowach. Snape zaprowadził nas do koła i sam podszedł do wielkiego tronu, który mieścił się na podeście gdzie zaczynało się koło. Nagle wszyscy umilkli i na sale wszedł sam Lord Voldemort. Zrobiło mi się zimno i wyszła mi gęsia skórka gdy go zobaczyłam. Lord usiadł na tronie i wszyscy mu się pokłonili razem ze mną.
- Witam was drodzy przyjaciele! – rzekł Voldemort. Sorki, ale większość ludzi na tej Sali go nie lubi i ze wzajemnością, więc po cholerę nazywa nas swoimi przyjaciółmi?! – Zwołałem was ponieważ mam dla was bardzo ważną misję, a młodzi śmierciożercy mają trening, więc teraz przejdą do Sali po prawej i nie będą podsłuchiwać, bo zabije! – po Sali rozniósł się krzyk Czarnego Pana
Szybko się ukłoniliśmy i wycofaliśmy do Sali wskazanej przez Sam-Wiesz-Kogo.
 - Ja pierdole co to miało być? – zapytał Zabini opierając się o drzwi w obawie, że ktoś zaraz tu wejdzie
- To niby po co nas zwołał do tej cholernej Sali skoro kazał nam wyjść? – zapytał Draco i usiadł koło mnie na kanapie
- Zapewne po to, żebyśmy mu się ukłonili – odpowiedziałam i opadłam się o chłopaku, który otoczył mnie ramieniem, ponieważ straszliwie się trzęsłam
Siedzieliśmy tak w ciszy słuchając tylko naszych głębokich i szybkim oddechów, gdy nagle jakiś dość młody brunet w czarnej szacie wszedł do pokoju i zawołał nas do Sali. Powoli wstaliśmy z sofy i ruszyliśmy we wskazane miejsce.
- Jade – powiedział Voldemort, kiedy już byliśmy w Sali – Doszły mnie słuchy, że stary Dumbledore przeniósł cię do Gryffindoru. Mam nadzieję, że to nie wpłynie na twój wybór którą drogą podążasz?
- Oczywiście pani – odpowiedziałam i ukłoniłam się przegryzając dolną wargę. Miałam złe przeczucia
- To się bardzo cieszę – odparł Czarny Pan obracając swoją różdżkę w dłoni – Lecz jednak będziesz musiała ponieść za to karę nawet jeśli nie miałaś na to wpływu. Nie lubię Gryfonów…
Nagle poczułam ogromny ból. Zaklęcie Cruciatus było tak mocne, że po chwili straciłam przytomność.

sobota, 2 czerwca 2012

8 ♥


Jasne promienie porannego światła drażniły mnie lekko w oczy jednocześnie przyjemnie ogrzewając mi twarz. Niezadowolona otworzyłam paczydła i rozciągnęłam się głęboko ziewając. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 7:15. Obok zegara stało zdjęcia, na którym szczęśliwa przytulałam Becka, a on całował mnie w policzek. Nagle wszystkie wspomnienia z wczorajszej nocy powróciły w szybkim tempie psując mi cały dzień. Wzięłam zdjęcie do ręki i rzuciłam nim o ścianę, dzięki czemu rozbiłam szkło i obudziłam moją współlokatorkę.
- Hej Jade – powiedziała ziewając – Nie przejmuj się – rzekła spoglądając na zbite zdjęcie na podłodze koło jej łóżka – Powtórzę ci to co wczoraj ci powiedziałam – dziewczyna podeszła do mojego łóżka i mocno mnie przytuliła – Beck to największy dupek jakiego znam i zasługujesz na o wiele lepszego chłopaka…
- Wiem Zo, ale to boli… - powiedziałam i odsunęłam się lekko od niej – Choć czuje, że ból zastępuje złość na tego debila. Po co ja zmarnowałam dla niego całe 2 lata skoro mogłam mieć w tym samym czasie milion chłopaków po dwa tygodnie, a to nie jest takie bolesne, kiedy widzisz ich całujących się z innymi
- Masz racje Jade  i widzę, że już ci lepiej – powiedziała Zoey uśmiechając się szeroko – Teraz idź się ubrać i na śniadanie, a potem nawtykaj temu kolesiowi i skop mu tyłek!
- A wiesz, że to zrobię! – odpowiedziałam zadowolona – To wybierz mi jakieś ciuchy, a ja pójdę wziąć prysznic
- OK tylko się pośpiesz tygrysku – powiedziała dziewczyna i ucieszona w podskokach ruszyła do mojej wielkiej garderoby. Ta dziewczyna zawsze lubiła wybierać dla mnie stroje i chce w przyszłości zostać sławną projektantką mody
Uśmiechnęłam się do siebie i podążyłam w stronę łazienki. Gdy myłam zęby do łazienki z uśmiechem na twarzy weszła Zo i zostawiła mi ubrania po czym wyszła trzaskając drzwiami. Wzięłam prysznic i ubrałam się po czym wyszłam z torbą z książkami na śniadanie do WS.
***
                Widziałam go przed salą od zaklęć rozmawiającego z jakimś blondynem. Wzięłam głęboki oddech i powoli do nich podeszłam. Kiedy Beck mnie zobaczył szeroko się uśmiechnął i gdy do nich podeszłam otoczył mnie ramieniem i cmoknął w czoło.
- Cześć kochanie – powiedział zmysłowym głosem, który tak niegdyś lubiłam – Co wczoraj robiłaś? – zapytał kiedy nijaki blondyn odszedł od nas i usiadł pod klasą
- A wyobraź sobie, że byłam na patrolu – odpowiedziałam słodko się uśmiechając, gdy Beckowi trochę zrzedła mina – No i nie uwierzysz co zobaczyłam!
- To nie tak skarbie – zaprzeczył szybko chłopak łapiąc mnie za ręce, które prędko wyrwałam
- A jak „skarbie”? – zapytałam sarkastycznie wypowiadając zdrobniałe określenie – Spędziłam z tobą całe debilne dwa lata nie spoglądając na żadnego chłopaka, a ty tak po prostu na moimi plecami pieprzysz się z moją najlepszą przyjaciółką!
- Jade proszę wszystko ci wyjaśnię… - zaczął chłopak błagalnie spoglądając mi w oczy
- No proszę. – powiedziałam krzyżując ręce na piersi – Jestem ciekawa jak mi to wyjaśnisz…
- Kocham cię Jade – rzekł chłopak
- A to nie ma nic do rzeczy! – powiedziałam już totalnie wkurzona – Jakbyś mnie naprawdę kochał to byś mnie nie zdradził! Mam już cię dość Beck, więc bądź tak miły i zniknij z mojego życia Ok?!
Już wszyscy pod salą zaczęli się na nas gapić kiedy chłopak klękną przede mną i prosił, żebym mu wybaczyłam. Zażenowana spojrzałam na niego ostatni raz i prychnąwszy szybkim kokiem odeszłam od klasy przepychając się wśród uczniów. Uff już po sprawię jestem wolna. Mam nadzieję, że Beck da mi spokój i nie będę go często widywała, bo się normalnie porzygam na korytarzu jak go zobaczę.
Ruszyłam szybko korytarzem do biblioteki, bo na eliksiry już nie zdążę, a nie mam zamiaru słuchać Snape. Niestety po drodze musiałam zobaczyć rozpłakaną Cat. Miałam nadzieję, że mnie nie zauważy, ale na moja cholerne szczęście szybko do mnie podeszła i otarła łzy.
- Jade ja naprawdę nie chciałam tego zrobić  - zaczęła patrząc na mnie błagalnie i przepraszająco – On mnie do tego zmusssił! Powiedział, że jak zanim zapalę to mi ulży po tym jak w klasie Snape się na mnie wydarł – patrzyłam z miną nie wyrażającą żadnych uczuć jak się znów rozpłakuje – Nie wiedziałam, że tak upłynę i dam mu się tak łatwo omamić…
- Więc mówisz, że dał ci zapalić trawki? – zapytałam przerywając jej
- Takkk – wychlipała – Ja naprawdę nie chciałam Jade! On mi się nawet nie podoba, a poza tym znasz mnie nie zrobiłabym ci tego
- Wiem Cat i wierzę ci – powiedziałam – Ale po tym co się wydarzyło na pewno nie będziemy się już przyjaźnić źle byśmy się z tym czuły
- Wiem! – rzekła smutna Cat – Ale chociaż mi wybacz! Proszeeee
- Dobrze wybaczam ci – powiedziałam – Do zobaczenia
Spojrzałam na jej rozmazany makijaż i robiło mi się jej naprawdę żal, ale je nie umiałabym po tym wszystkim nadal być jej przyjaciółką… Po prostu nie mogę. Dotknęłam lekko jej ramienia i podążyłam w stronę klasy od transmutacji, gdyż tamta lekcja za chwilę się skończy.
-------------------------------------------------------------------------------------
Tak jak obiecałam kolejny post! Smuci mnie to, że tak mało osób czyta mojego bloga, ale cóż będę go pisać dalej z nadzieją, że komuś się spodoba i będzie często na niego wpadał :3

piątek, 1 czerwca 2012

7 ♥


Jeszcze dziś wieczorem miałam wspólny patrol z Ronem, dlatego równo o 22 wyszłam z dormitorium i skierowałam się ku Wielkiej Sali. Tam na miejscu zastałam McGonagall z Ronem, czekających na mnie pod drzwiami.
- No nareszcie panno West – rzekła McGanagall i uśmiechnęła się do mnie lekko – Wasz patrol będzie trwał tak długo, aż nie sprawdzicie tego piętra, drugiego i trzeciego. Postarajcie się być już o północy w łóżkach i nie zaspać na śniadanie. Dobranoc
- Dobranoc – odpowiedzieliśmy i patrzyliśmy jak profesorka znika za zakrętem – To co idziemy? – zapytałam Rona i nie czekając na odpowiedź ruszyłam wzdłuż korytarza prowadzącego na drugie piętro
Przez dłuższy odcinek drogi nic się nie działo i słychać było tylko naszą szeptaną rozmowę. Muszę przyznać, że dobrze się rozmawia z rudzielcem, tak inaczej niż ze Ślizgonami.
- Wiesz co może się rozdzielimy? – zaproponować chłopak gdy stanęliśmy w miejscu zastanawiając się w którym kierunku pójść
- Ok. – zgodziłam się i wskazałam w lewą stronę – Ja tam pójdę. Może spotkamy się przy portrecie wielkiego pająka z harfą na trzecim piętrze?
- Dobra – odrzekł Ron – To do zobaczenia
Gdy chłopak skręcił w prawo ja uczyniłam to samo tyle, że w lewo. Szłam kawałek nucąc sobie jakąś piosenkę, która nie wiem kiedy i dlaczego dostała się do mojej głowy. Nagle usłyszałam hałas za zakrętem. Przystanęłam i lekko się wychyliłam, aby zobaczyć co jest przyczyną tegoż hałasu. Gdy zobaczyłam to co właśnie zobaczyłam szybko odwróciłam głowę, przycisnęłam się do ściany i zakryłam dłonią usta.
Beck zawsze mnie zdradzał… Wiedziałam o tym i on także wiedział, że ja o tym wiem. Nie obchodziło mnie to zbytnio… Ale kiedy zobaczyłam mojego chłopaka całującego się, nawet prawie obmacującego się, z moją najlepszą przyjaciółką, coś we mnie pękło i tak po prostu ku mojemu zdziwieniu zaczęłam płakać, choć nie często to robiłam… Gdy usłyszałam jak Cat szepta imię mojego już byłego chłopaka, musiałam mocniej przycisnął dłoń do ust, aby nie wydać żadnego dźwięku zdradzającego mnie i mój histeryczny płacz. Zacisnęłam zęby na dłoni i powoli wspomagając się drugą ręką o ścianę dotarłam do schodów, na które usiadłam i zakryłam twarz rękoma. Wtedy dopiero po całości się rozryczałam modląc się aby nikt mnie nie usłyszał.
W takim stanie znalazł mnie Ron, który kiedy tylko mnie zobaczył podbiegł do mnie i uklęknął przede mną.
- Co się stało Jade? – zapytał z troską w głosie chłopak
Kiedy nie odpowiadałam on po prostu podał mi chusteczkę i dotknął lekko moich dłoni ściągając mi je z twarzy. Wytarłam chusteczką łzy i opowiedziałam mu co właśnie zobaczyłam.
- A to dupek! – oburzył się rudy – Za chwile pójdę do niego i…
- Nie Ron! – powiedziałam łapiąc go za rękę, kiedy wstawał – To nic nie pomoże. Jutro z nim porozmawiam i z nim zerwie
- Na pewno? – zapytał siadając znowu koło mnie i otaczając mnie ramieniem
- Tak na pewno – odpowiedziałam i schowałam mokrą chusteczkę do kieszeni bluzy
- Dobrze, to chodź odprowadzę cię do dormitorium – chłopak wstał i podał mi rękę, którą złapałam i z jego pomocą wstałam ze stopnia
- Dobrze, dziękuję – powiedziałam i nie wiem dlaczego to zrobiłam, ale przytuliłam rudzielca
Ruszyliśmy powoli w stronę PW Gryfonów. Teraz gdy mi już przeszło miałam ochotę pójść do Becka i walnąć go w ten jego wielki, pusty łeb!
-------------------------------------------------------------------------------------
Sorki, że tak dawno nie było kolejnego rozdziału, ale musiałam się uczyć i poprawić prawie wszystkie oceny! Obiecuje, że następny post będzie trochę szybciej ;*

sobota, 19 maja 2012

6 ♥


Zaspałam na śniadanie, więc szłam powoli korytarzem w lochach na lekcje eliksirów. Idąc tym właśnie korytarzem uzmysłowiłam sobie, że będę nim przechodzić tylko i wyłącznie na eliksiry, a nie tak jak codziennie przez 5 lat… Nadal nie mogę uwierzyć, że jestem Gryfonką. Codziennie musze znosić wściekły wzrok Malfoya, Blaisa i reszty Ślizgonów, jakby to była moja wina, że mnie przenieśli do Gryffindoru! Na dodatek złego dziele dormitorium z jakimiś dwiema totalnymi idiotkami. Skyler jeszcze mogę znieść, ale Julia to już kompletna porażka. Nie dziwię się, że dzisiaj spóźniłam się na śniadanie skoro dostałam się jako ostatnia do łazienki, gdyż moje kochane współlokatorki siedziały tam ponad 2 godziny i wyszły wyglądając tak samo jak wchodząc… Nie wiem jak długo to zniosę. W Slytherinie dzieliłam dormitorium tylko z Zoey, z którą doskonale się dogadywałam, a można nawet rzec przyjaźniłam. Na pewno będę za tym bardzo tęsknić…
                Doszłam do Sali od eliksirów i usiadłam pod ścianą wyciągając moją mugolską MP4, podrasowaną w tym roku przez mojego brata, który pozgrywał mi tak masę piosenek. Włączyłam jakiś nie znany mi utwór i zamknęłam oczy opierając głowę o ścianę.
***
( z perspektywy Draco )

                Nie wiem jakim cudem stary Dumbledore przeniósł najwredniejszą Ślizgonkę ( zaraz po Parkinsona ) do Gryffindoru!!! No mogę przyznać, że trochę się zmieniła w te wakacje i nie mówię tu tylko o wyglądzie, a tam się bardzo dużo zmieniło…  Jestem wściekły i na nią za to, że zadaje się z tym głąbem Potterem i jego paczkę oraz na Dumbla, który jest na tylko skretyniały, żeby zrobić coś takiego. A miałem takie plany związane z Jade tego roku… No cóż może w przyszłym spróbuje. A no właśnie dzisiaj piątek, a ja nie mam co robić wieczorem… Hmm… Może wyrwę tą Krukonkę z 6 roku…  No tak! Przecież książę Slytherinu nigdy nie próżnuje… Uśmiechnąłem się do siebie tym moim firmowym uśmieszkiem i podążyłam w stronę pięknej Krukonki o imieniu Elizabeth. 

-------------------------------------------------------------------------------------
Sorki, że dawno nie dodawałam postów, ale miałam dużo nauki. Dzisiaj krótki rozdział z braku weny mam nadzieję, że wam się spodoba pozdrawiam Anne ;*

niedziela, 22 kwietnia 2012

5 ♥


Chimery przy gabinecie dyrektora były otwarte, więc weszłam na schody, które zaczęły się ruszać i już po chwili znalazłam się przed drzwiami do gabinetu. Delikatnie zapukałam, a gdy usłyszałam miłe „ Proszę” weszłam do środka.
- Dzień dobry Panie Profesorze – powiedziałam zamykając drzwi
- Witaj Jade – odpowiedział chyba czymś bardzo uradowany Dumbledore, ponieważ cały czas się do mnie uśmiechał – Proszę usiąść – rzekł i wskazał krzesło naprzeciwko swojego biurka, na któ®ym usiadłam
- Mam dla ciebie dobrą i złą wiadomość – powiedział nadal uśmiechnięty dyrektor – To od której chcesz zacząć?
- Może od tej złej… - powiedziałam i spojrzałam zdenerwowana za dyrektora
- Nie ma się co bać – zapewnił staruszek i lekko zachichotał - A więc nie jesteś już prefektem Slytherinu
- Co? Jak to?! – zapytałam zdziwiona
- Razem z całym ciałem pedagogicznym uznaliśmy, że twoje miejsce zajmie Pansy Parkinson, a ty od dzisiaj zostaniesz prefektem Gryffindoru…
- Nie rozumiem dyrektorze – nie to się nie mogło dziać!
- Wczoraj po uczcie powitalnej Tiara Przydziału powiedziała mi, że się bardzo pomyliła, że przydzieliła cię do Slytherinu i że powinnaś być w Gryffindorze… - rzekł Dumbledore i wskazał na Tiarę, która spała na najwyższej półce na ścianie
Byłam naprawdę zdziwiona zaistniałą sytuacją. Czy ja śnie!!!???
-… i razem z radą pedagogiczną przenieśliśmy cię do Gryffindoru
- Jest pan pewien, że ja nie śnie???
- Tak jestem tego pewien – powiedział rozbawiony
- Twoje rzeczy zostały już przeniesione do twojego dormitorium, twoje nowe współlokatorki powiadomione o twoim przybyciu i twoje szaty zmieniły barwę z zielono srebrnych na czerwono pomarańczowe. Gratuluje!
- Dziękuje dyrektorze, ale jest pan pewien, że jestem dobrym kandydatem na Gryfonkę? – zapytałam niepewnie  
- Tak jestem tego w 100% przekonany – odpowiedział i lekko się uśmiechnął - No dobrze Jade chodźmy już na obiad, bo jestem strasznie głodny – powiedział profesor i odprowadził mnie do drzwi
Nie jestem pewna, czy dyrektor miał rację, z tą pewnością, iż nadaję się do Gryffindoru… A co powiedzą moi znajomi ze Slytherinu? Co powie mój ojciec? I matka? A Tyler? A może to i dobrze...?
Weszłam do WS i niepewnie podążyłam w stronę stołu Gryffindoru.
Uczta już się zaczęła, więc nikt nie zauważył jak weszłam do Sali i usiadłam obok Hermiony.
- Yhm yhm – odchrząknęłam na co Hermiona, Harry, Ron i Ginny podnieśli głowy
- Jade co ty tu robisz? – zapytała Ginny
- Ja… - nie dane mi było dokończyć, ponieważ Dumbledore wstał od stołu nauczycielskiego i na Sali zapanowała cisza.
- Później wam powiem – szepnęłam do nich i zwróciłam swoją uwagę na dyrektorze.
- Wybaczcie mi, że przerywam wam obiad moi kochani – zaczął – Ale mam dla was ważną wiadomość. Otóż Tiara Przydziału źle przydzieliła pewną dziewczynę do domu do którego nie powinna być przydzielona. Wczoraj Tiara powiedziała mi o tym i razem z radą pedagogiczną postanowiliśmy przenieść ją do innego domu.  Tą osobą jest Panna Jade West, która została przydzielona z Slytherinu do Gryffindoru!!!
Przy stole Gryfonów, Krukonów i Puchonów usłyszałam głośnie brawa. Zasłoniłam ręką oczy i pokręciłam głową. Wszyscy już patrzyli na mnie i po kolei gratulowali mi się przedstawiali.
- Nie mogę uwierzyć, że jesteś w Gryffindorze – powiedział zaskoczony Ron
- A co tu jest do uwierzenia Ronaldzie – odpowiedziałam oburzona
- Nie no wiesz…. Chodziło mi o to, że… - Ron znów się zaczerwienił
- Wiem Ron – przerwałam mu i się uśmiechnęłam
- I wyobraźcie sobie, że zostałam prefektem – powiedziałam
-  To co z Ronem? – zapytała Hermiona
- A kto powiedział Hermiono, że to właśnie mnie Jade zastępuje co? – zapytał oburzony Ron
- Nikogo nie zastępuje – powiedziałam
- No, ale nie może być trzech prefektów w jednym…
- Wiem Hermiono – przerwałam dziewczynie – Właśnie dlatego jedno z was zostanie Prefektem Naczelnym
Ron i Hermi spojrzeli na siebie, a Harry powiedział:
- No to będzie się działo
Wszyscy razem zaśmialiśmy się. Gdy skończyłam kolacje poszłam z Harrym, Ginny i Ronem do pokoju wspólnego, ponieważ Hermiona poszła się zapytać McGonagall kto zostanie prefektem naczelnym. Po drodze do Wieży Gryffindoru zaczepiła nas Luna
- Cześć wszystkim – powiedziała rozmarzonym głosem – Gratuluje ci Jade
- Dzięki – odpowiedziałam niepewnie
Luna poszła w drugą stronę, a my ruszyliśmy znowu do PW Gryfonów

sobota, 21 kwietnia 2012

4 ♥


Profesor McGonagall objaśniła nam nasze obowiązki prefekta na ten rok. Codziennie na tablicy ogłoszeń będzie wisiała informacja o patrolach. Gdy profesorka skończyła swój wykład wyszłam z przedziału i poszłam z Draco do Blaise.
- I jak było u McGonagall? – zapytał chłopak, gdy już usiedliśmy na swoich miejscach
- Gadała tylko o… - zaczął Draco, ale ja go już nie słuchałam…
Patrzyłam jak za oknem mijają drzewa i rozmyślałam o tym czy Harry i reszta uwierzą mi, że jestem po ich stronie. Bałam się, że jak zrobię coś źle to coś stanie się moim rodzicom lub bratu. Oprócz nich nie mam nikogo. Patrząc tak na obraz za oknem popłynęła mi po policzku jedna łza. Blaise to zobaczył i mnie przytulił.
- Wszystko będzie dobrze Jade – powiedział i otarł mi łzę z policzka – Poradzimy sobie…
- Oby – powiedziałam i uśmiechnęłam się do chłopaka, po czym ponownie opadłam czoło o szybę
Draco cały czas patrzył na to nic nie mówiąc. Po jakiejś godzinie do naszego przedziału weszła Hermiona i powiedziała, że za chwilę będziemy w Hogwarcie. Malfoy tylko na nią spojrzał, a my cały czas patrzyliśmy za okno. Hermiona wyszła, a ja wstałam aby wyjąć szatę. Po chwili już się w nią przebierałam, a pociąg powoli zwalniał. Nareszcie jestem w Hogwarcie!
***
- … I niech wszyscy pamiętają, że pod żadnym pozorem nie wolno wam wchodzić do Zakazanego Lasu – Dumbledore mówił w tym czasie swoją przemowę, której w ogóle nie słuchałam – A teraz chciałbym wam przedstawić nową nauczycielkę Obrony Przed Czarną Magią…
Kiedy dyrektor to powiedział skierowałam swój wzrok z talerza na Dumbledora. Dostrzegłam tam wszystkich nauczycieli, ale pośród nich wyróżniała się niska, szpetna kobieta obrana na różowo.
- Przedstawiam wam Panią Profesor Dolores Umbridge – powiedział dyrektor, a przy stole nauczycielskim wstała wyżej wspomniana kobieta z urodą ropuchy.
- Dziękuje dyrektorze… – zaczęła Umbridge ze sztucznym uśmiechem na ustach – …za te uprzejme słowa powitania
Miała piskliwy i dziecinny głos. Od razu odczułam do niej niechęć. Umbridge odchrząknęła ( yhm yhm ) i ciągnęła:
- Muszę wyznać, że to cudownie znowu znaleźć się się w Hogwarcie! – uśmiechnęła się okazując swoje szpiczaste i żółte zęby – I widzieć tyle szczęśliwych buziaczków zwróconych na mnie!
Zrobiłam zniesmaczoną minę i spojrzałam na Blaise, który patrzył na Umbridge jak na wariatkę.
- Bardzo bym chciała – zwróciła się do nas jakbyśmy mieli 5 lat – szybko was wszystkich poznać i jestem pewna, że będziemy dobrymi przyjaciółmi!
Wielu uczniów wymieniło spojrzenia, a niektórzy z trudem ukrywali złośliwe uśmieszki. Profesor Umbridge znowu dwukrotnie odchrząknęła, ale kiedy przemówiła jej głos już nie był słodki, ale rzeczowy i suchy.
- Ministerstwo Magii zawsze uważało, że edukacja młodych czarodziei ma wyjątkowe znaczenie – kobieta dalej mówiła, a ja znów zaczęłam patrzeć na talerz nie słuchając jej.
- Dziękuje bardzo profesor Umbridge to było bardzo pouczające przemówienie – powiedział Dumbledore, kiedy ta chora kobieta skończyła swoją przemowę – No, więc jak mówiłem sprawdziany kandydatów do drużyn quidditcha będą się odbywały się w sobotę pierwszego wyjścia do wioski Hogsmeade u opiekunów waszych domów. A teraz życzę smacznego!!!
Przez całą kolacje prawie nic nie zjadłam, a kiedy Dumbledore ogłosił koniec uczty zaprowadziłam pierwszorocznych do pokoju wspólnego i poszłam do dormitorium iść spać.

Wstałam dzisiaj o 9:30, ponieważ była sobota i mogłam spać dłużej niż normalnie. Vanessy i Stelli już nie było w dormitorium. Vanessa i Stella mieszkała ze mną w pokoju już od 5 lat. Lubiłam je, ale nie mogłam ich nazwać przyjaciółkami. Poszłam do łazienki, wykąpałam się, umyłam i ubrała w sukienkę, ponieważ był ładny dzień. Ubrałam balerinki i kurtkę i poszłam na śniadanie. Postanowiłam później pójść na błonia i nacieszyć się tym pięknym dniem.  
Weszłam do Wielkiej Sali i usiadłam przy stole Ślizgonów. Jadłam owsiankę, gdy podszedł do mnie Snape.  Oczywiście wujek nic się nie zmienił… Cały czas chodził w swojej długiej, czarnej szacie, a jego włosy jak zawsze były tłuste jakby ich z miesiąc nie mył.
- Masz się stawić przed obiadem u dyrektora w gabinecie West – warknął chłodno profesor
- Ciebie też miło widzieć mój prawie, że wujku – uśmiechnęłam się – I oczywiście będę u dyrektora Dumbledora przed obiadem
- Masz tu swój plan zajęć, bo nie było cię na śniadaniu – powiedział i wyszedł z Sali przepychając się przez tłum ludzi
Dokończyłam moją owsiankę i wyszłam na błonia. Szłam w stronę jeziora, gdy zauważyłam Rona siedzącego z książką pod dębem.
- Cześć – powiedziałam, a on zaskoczony odwrócił się do mnie
- Cześć Jade – odpowiedział, a ja się do niego uśmiechnęłam
- Mogę się przysiąść? – zapytałam
- Jasne siadaj – odpowiedział i klepnął miejsce koło siebie, na które usiadłam
Siedzieliśmy tak trochę pod drzewem i rozmawialiśmy o wyborach drużyn qudditha.
- A może się zgłosisz na nowego obrońcę Gryfonów? – zapytałam Ron
- Skąd wiesz, że potrzebujemy nowego obrońcy? – spytaj zaskoczony
- No przecież Wood skończył szkołę – powiedziałam i wywróciłam oczami – To jak?
- No nie wiem… - zarumienił się chłopak
- Oj Ron… przecież dobry jesteś na obronie…. – powiedziałam i szturchnęłam go w ramię
- Skąd wiesz? – zapytaj podejżliwie
- Wiem więcej rzeczy niż możesz sobie wyobrazić – powiedziałam po czym się zaśmialiśmy – A tak na Serio to widziałam jak grałeś z braćmi i z Harrym
- Może spróbuje… A ty grasz w drużynie Ślizgonów?
- W zeszłym roku zgłosiłam się na stanowisku ścigającej, ale kapitan drużyny Ślizgonów powiedział, że nie chce w drużynie żadnych dziewczyn bo jesteśmy za słabe…
- Przecież to jest niesprawiedliwe!! – oburzył się Ron
- Wiem. A tak w ogóle to co czytałeś? – zmieniłam temat
- Pożyczyłem od Harry’ego „ Zasady Quidditha dla początkujących”  - powiedział i się zarumienił
Spojrzałam na niego i powiedziałam:
- Muszę już iść. Dumbledore prosił, żebym do niego przyszła przed obiadem
- Ok. To do zobaczenia na obiedzie
- Cześć – wstałam i chciałam już iść – A i jeszcze coś… Ładnie wyglądasz gdy się rumienisz
Odeszłam do zamku i poszłam do gabinetu Dumbledora.

3 ♥


                Rano obudził mnie krzyk mamy z dołu.
- Jade wstawaj! Spóźnisz się na pociąg!!!
Niechętnie wstałam z łóżka i poszłam się umyć. Wzięłam szybki prysznic. Spojrzałam na siebie w lustrze. Wyglądałam strasznie i cały czas bolało mnie przedramię. Szybka doprowadziłam się do porządku i ubrałam się w jeansy i czerwoną bluzkę. Jak już wyglądałam dość dobrze zeszłam na dół na śniadanie.
- Cześć mamo – powiedziałam do mojej matki, którą zastałam w jadalni pijącą kawę
- Cześć kochanie – odpowiedziała i padała mi naleśniki – Jak się czujesz? – spytała i lekko dotknęła „próbnego” Mrocznego Znaku na mojej ręce
- Sama nie wiem mamo… Nie wiem co ja mam teraz zrobić… Niby to jest tylko próba na zostanie śmierciożercą, ale jednak…
- Wiesz córciu… Jeżeli chcesz to możesz powiedzieć Harry’emu i reszcie to co wczoraj zaszło… Jestem pewna, że jeżeli wyjaśnisz im, że jesteś po ich stronie to oni wszystko zrozumieją i ci pomogą…
- Tak chyba masz rację mamo. – powiedziałam i wtuliłam się w ramię matki - Dziękuję
- A i pamiętaj, żeby założyć na siebie jakąś bluzę z długim rękawem… - uśmiechnęła się do mnie i potargała po włosach, na co ja lekko się zaśmiałam
- Dobrze – powiedziałam pomiędzy chichotami
Kiedy zjadłam śniadanie poprosiłam Tylera, aby zniósł mój kufer na dół, a ten po wielu przekonywań w końcu to zrobił.
- Dobrze kochani wsiadajcie do samochodu – powiedziała mama i otworzyła drzwi – Nie chcemy się przecież spóźnić jak w zeszłym roku – spojrzała na mnie i brata karcącym wzrokiem i wsiadła do auta
Ja natomiast podeszłam do taty i mocno go przytuliłam.
- Będę za tobą tęsknić – powiedziałam, gdy ją się od niego odkleiłam
- Ja za tobą też – odpowiedział i pocałował mnie w czoło – Uważaj na siebie
Pomachałam jeszcze do Rona, który pakował kufry z Fredem do ich samochodu. Odmachał mi i się uśmiechnął. Już od dobrych 2 tygodni gadamy ze sobą i bardzo się polubiliśmy. Weszłam do samochodu mojej mamy i po chwili ruszyliśmy na peron.
                Po jakiś 20 minutach byliśmy już na miejscu. Przeszliśmy na peron 9 i ¾. Pociąg już czekał na uczniów, którzy pchali się do pociągu, witali z przyjaciółmi lub żegnali z rodzinami.
- Będę za wami tęsknić – powiedziałam do mamy i mojego brata uśmiechając się do nich
- My za tobą też – powiedziała mama i mnie przytuliła – Uważaj na siebie kochanie i do zobaczenia na Boże Narodzenie
- Na razie siostra – powiedział Tay i się wyszczerzył – Nie będę za tobą tęsknił
- A ja za tobą tak głupku – walnęłam go w ramię i  przytuliłam, po czym odeszłam do pociągu machając im
Mijałam wiele uczniów żegnających się ze swoimi rodzicami. Niektórzy płakali, a niektórzy pchali swoje pociechy jak najszybciej w stronę pociągu.
- Ej Malfoy – krzyknęłam do blondyna, który szedł do pociągu z kufrem
- O cześć Jade – powiedział chłopak i uśmiechnął się drwiąco – Jak ci minęła noc?
- Boleśnie – odpowiedziałam – Wiesz, w który przedziale siedzimy?
- Tak. Blaise zajął nam przedział w wagonie Slytherinu – odpowiedział i wsiadł do pociągu, a ja za nim
Weszliśmy do przedziału, w którym już siedział Zabini i włożyliśmy kufry na półkę.
- Cześć Blaise – powiedziałam i przytuliłam chłopaka – Co tam?
- Cóż… Całkiem dobrze. A u ciebie?
- Jakoś się trzymam… - rzekłam i klapnęłam na zielone siedzenie w przedziale
- Jade pamiętasz, że musimy iść do McGonagall – powiedział Draco siadając na fotelu – Siema ziom
- Cześć Smoku – odpowiedział Blaise
               




Ruszyliśmy do Hogwartu. Wyszłam z Draconem z przedziału na korytarz i pomachałam do rodziców.    Jechaliśmy już z dobrą godzinę, gdy musieliśmy iść do McGonagall. Weszliśmy do przedziału prefektów i usiedliśmy na wolnych miejscach. W przedziale byli już: Hanna Aboutt i Beck Oliver ( Revenclaw), Ernie MacMillan i Liliana Jons ( Huffelpuff ) i my. Przywitałam się z wszystkim i pocałowałam Becka. Po chwili do przedziału weszła profesorka.
- Witajcie kochani – powiedziała i się do nas szeroko uśmiechnęła
- Dzień dobry pani profesor – odpowiedzieli wszyscy oprócz Dracona
- Widzę, że nie ma jeszcze pana Weasleya i pani Granger – powiedziała profesorka – Jade poszłabyś po nich?
- Oczywiście pani profesor – powiedziałam i wyszłam z przedziału
Skierowałam się w stronę wagonu Gryfonów. Zaglądałam przez szyby w każdym przedziale, aż znalazłam ten, w którym siedzieli moi przyjaciele.
- Cześć wam – powiedziałam i się uśmiechnęłam, gdy otworzyłam przedział
- Cześć Jade – odpowiedzieli wszyscy razem
- McGonagall chce, żeby Ron i Hermiona przyszli do przydziału prefektów – powiedziałam 
- Ok. Ron idziemy – powiedziała Hermiona – Dzięki Jade, że nam przypomniałaś
- Nie ma za co. Życzę wam miłej jazdy – powiedziała reszcie w przedziale i ruszyłam w stronę przedziału prefektów
Po chwili Ron mnie dogonił i złapał za ramię, które mnie lekko zapiekło przez znak. Mam nadzieję, że tego nie zauważył…
- Coś się stało? – zapytał patrząc na mnie
- Nie wiem o co ci chodzi – odpowiedziałam
- No wiesz…. Jesteś jakaś taka…. Smutna – powiedział zawstydzony
- Nie wyspałam się – odpowiedziałam wymijająco
- Aha – powiedział Ron nieprzekonany
Weszłam do przedziału i usiadłam pomiędzy Draco a Beckiem. McGonagall przez dobre 15 minut paplała o naszych obowiązkach po czym puściła nas z powrotem do przedziałów. 

piątek, 20 kwietnia 2012

2 ♥


                         Jutro już wracam do Hogwartu. Jestem prefektem Slytherinu, więc muszę jechać w przydziale dla prefektów. Dzisiaj pakowałam swój kufer. Zajęło mi to prawie cały dzień… Wieczorem mama powiedziała, że mamy gości i kazała mi się ubrać w coś odpowiedniego… czyli coś czarnego.  Zeszłam na dół ponieważ mama mnie zawołała. Po chwili usłyszeliśmy dźwięk dzwonka do drzwi. Tata otworzył i wpuścił gości do środka. Do domu weszły siedem zakapturzonych postaci. Postacie zdjęły kaptury i dopiero wtedy zobaczyłam kto się pod nimi krył. Na samym przedzie stał Lord Voldemort, a za nim Bellatrix Lastrange, Narcyza i Lucjusz Malfoy ze swoim synem i  Blaise Zabini z rodzicami.
- Witaj Panie – powiedział mój ojciec i ukłonił się przed Voldemortem, a ja i matka zrobiłyśmy to samo
- Witajcie – odpowiedział zimnym tonem Sam-Wiesz-Kto -  Czy możemy już zaczynać?
- Oczywiście Panie – odpowiedział ojciec i zaprowadził nowo przybyłych do salonu – Jestem zaszczycony Panie, że wybrałeś właśnie moją córkę na śmierciożerczynię…
Spojrzałam zdziwiona na matkę. No takiego czegoś to się nie spodziewałam!!!! Przecież chciałam być normalną dziewczyną, a nie poplecznikiem Voldemorta!!! Po moim policzku pociekła jedna gorzka łza, ale starłam ją szybko ręką aby nikt nie zobaczył…
- Dobrze – powiedział Sam-Wiesz- Kto i zasiadł na fotelu, na którym zawsze ja siadałam. Muszę go później spalić… – Zaczynajmy!
Wszyscy przybyli śmierciożercą ustawili się w kółku, a ja Draco, Blaise staliśmy w środku. Widziałam jak Draco cały się trzęsie, a Blaise przysłał mi pocieszający uśmiech, który i tak mnie nie uspokoił.
- Draco podejdź tu – rozkazał Voldemort i machnął na niego ręką, więc chłopak podążył w jego kierunku  - Wyciągnij rękę – rozkazał i dotknął różdżką przedramienia Dracona – Czy przysięgasz służyć mi i pomagać mi w przeciwnościach losu?
- Przysięgam – odpowiedział Draco, a na jego ręce pojawił się Mroczny Znak
 – Jade! Podejdź – Voldemort przywołał mnie do siebie, a ja powoli do niego podeszłam i wyciągnęłam rękę - Czy przysięgasz służyć mi i pomagać mi w przeciwnościach losu? – zapytał
- Przysięgam – odpowiedziałam i poczułam okropny ból na swoim ramieniu, gdzie po chwili pojawił się Mroczny Znak, który szczerze mówiąc wyglądał okropnie
Odeszłam do chłopaków i spojrzałam na Dracona. Nic po sobie nie pokazywał, że znak go straszliwie piecze, więc spróbowałam zrobić to samo lecz chyba nie specjalnie mi się to udało, muszę popracować nad niewyrażaniem uczuć... Voldemort zrobił z Blaisem to samo co mi i Draconowi i wstał z fotela.
- Gdy będziecie w Hogwarcie raz w tygodniu razem z profesorem Snapem, będziecie przychodzić do mnie na treningi, gdzie nauczycie się jak mi służyć i przeżyć – powiedział chłodno Voldemort – A teraz żegnam
Razem ze śmierciożercami wyszli z naszego domu. Mama podeszła do mnie i mnie przytuliła.
- Przykro mi skarbie, ale nic nie mogliśmy na to poradzić – powiedziała czułym głosem i spojrzała mi przepraszająco w oczy
- Dobrze mamo, rozumiem – odpowiedziałam i starłam łzy z policzka
- Obiecuję ci, że nic ci się nie stanie córeczko – powiedział tata i też mnie przytulił. Chyba pierwszy raz okazał mi trochę uczucia… – Choćbym miał zginąć
Pokiwałam głową do ojca i wczłapałam po schodach do pokoju. Przebrałam się w piżamę i leżąc w łóżku na dobre się rozpłakałam. W nocy śniły mi się same koszmary. 

wtorek, 17 kwietnia 2012

1 ♥


                             Cześć! Nazywam się Jade West i mam 15 lat. Chodzę do szkoły Magii I Czarodziejstwa Hogwart w Londynie. Na pierwszym roku Tiara Przydziału przydzieliła mnie do Slytherinu. Moi rodzice nazywają się James i Scarlet West. Mój tata jest Śmierciożercą i pracuje też w Ministerstwie Magii w Departamencie Tajemnic. Mama jest sekretarką w Ministerstwie Magii. Mam też starszego brata. Nazywa się Tyler i w zeszłym roku skończył szkołę( on także był w Slytherinie ). Od kiedy się urodziłam rodzice wpajali mi, żebym się zadawała z tymi lepszymi ( czyli osobami czystej krwi ), więc tak też robiłam. Przyjaźniłam się z Draco Malfoyem, Crebem, Goylem, Blaisem Zabinim, Pansy Parkinson i innymi głupimi Ślizgonkami. Tak naprawdę to moim przyjacielem był zawsze Draco i Blaise. Z Draco przyjaźnie się już od trzeciego roku życia i zawsze spędzaliśmy ze sobą czas.
            Teraz są wakacje. Siedzę w domu i nic nie robie. Jutro idę z Blaisem na plażę, a za 4 tygodnie jadę do Hogwartu. Mam nadzieję, że ten rok będzie lepszy. Chciałabym mieć takich przyjaciół jak mój sąsiad Ron Weasley. Nasze rodziny nie utrzymują kontaktów, ponieważ Weasleye są rodziną zdrajców krwi.

            Wyjrzałam przez okno. W ich niestabilnym domu nie paliły się już światła, ponieważ była 23:15. Postanowiłam także położyć się spać. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Po chwili suszyłam sobie moje długie, ciemne, proste włosy i myłam twarz. Weszłam do pokoju po piżamę i się w nią ubrałam. Zasłoniłam zasłony w oknach i położyłam się do łóżka.

***
Obudził mnie hałas za oknem. Szybko wstałam z łóżka i zobaczyłam Freda i Georga Weasleya kłócących się o coś z moim bratem. Ubrałam mój czarny szlafrok i zeszłam na dół. Wyszłam na dwór i po rozmowie chłopaków dowiedziałam się o co chodzi. Weasleye testowali swoje wybuchowe torpedy, a one trafiły w dach naszego domu robiąc przy okazji ogromną dziurę nad Tylera pokojem.
         Tay daj już spokój powiedziałam do brata To nie ich wina, a dach da się naprawić. Czasami strasznie histeryzujesz...
         Tak? To ciekawe co powiedzą rodzice jak się dowiedzą, że Weasleye zrobili dziurę w dachu? - powiedział Tyler
         A czy muszą się dowiedzieć?
         Uh – warkną mój brat i obrażony poszedł z powrotem do domu
         Dzięki powiedział Fred
         Tak... Jak byś nam nie pomogła na pewno matka by na nas tak nawrzeszczała dodał Georg
         Nie ma za co – powiedziałam i weszłam do domu
Weszłam na górę po różdżkę i poszłam do pokoju Tylera. Otworzyłam drzwi, skierowałam patyk na dziurę i wypowiedziałam zaklęcie:
         Reparo – i dziura w dachu znikła
         Dlaczego im pomogłaś? - spytał Tyler
         Przecież ci mówiłam, że nie chce być zła i wredna...
         I co chcesz się nagle zaprzyjaźnić z Weasleyami?!
         Sorki, ale się śpieszę. Blaise przyjdzie za jakieś 2 godziny
Wyszłam z pokoju umyć się i przebrać. Ubrałam czerwoną sukienkę w kwiatki, ponieważ był ładny dzień. Zeszłam na dół zjeść śniadanie, a następnie obejrzeć telewizję.